Artykuły

Biomasa w odpowiedziach dla BIOMASY

1 .       Jakie są obecnie szacunki jeśli chodzi o zatrudnienie ludzi w sektorze biomasy?
2.       Jak wygląda łańcuch zatrudnienia w biomasie (pozyskiwanie surowca, obróbka, produkcja itp.  itd.).

Postaram się na te dwa pytania udzielić jednej odpowiedzi, pierwsza z drugiej wynika.
Według uproszczonego założenia, że do wyprodukowania 1 MWh ee potrzeba ok 10 GJ energii chemicznej zmagazynowanej w biomasie wychodzi, że aby wyprodukować 1 MWh ee potrzeba spalić ok 0,7 tony biomasy pochodzenia rolnego ( pellet ze słomy ma ok 15 GJ/tona). Dla ułatwienia obliczeń przyjmijmy bilans dla 1 GWh czyli jednostki 1000 razy większej niż 1 MWh. Dla wyprodukowania 1 GWh energii elektrycznej ( ee) potrzeba więc 700 ton biomasy pochodzenia rolnego w formie pelletu. Ilość ta odpowiada w przybliżeniu wartości miesięcznej produkcji średniego zakładu – peleciarni rolnej. Dla obliczeń przyjmijmy rozliczenie roczne. Peleciarnia taka zatrudnia przy produkcji 12 osób na pełnych etatach. Ażeby wyprodukować 700 x 12 ton pelletu należy skupić ok 9000 ton zbelowanej słomy. Ilość ta dostępna jest z areału ok 3 – 4 tyś ha obsiewów zbożowych. Są to okolice najbliższe zakładowi w promieniu kilkunastu kilometrów. Za 9000 ton słomy trafia do rolników 9000 x 100 zł/tona 900 000 zł. Jest to dopłata ok 225 zł/ha do produkcji rolnej dla lokalnego rolnictwa. Zakładając, że połowa kwoty stanowi koszty osobowe te 900 000 zł jest równoważnikiem zatrudnienia na pełnym etacie dla 15 osób. Kolejnym ogniwem w produkcji jest dowóz surowca do zakładu oraz wywóz produktu do jednostki wytwarzającej ee. Przeciętne koszty transportu dowozu surowca i wywozu produktu to 50 zł/tona pelletu. Mnożąc 50 x 8400 = 420 000 zł co przy podobnym założeniu jak uprzednio ½ kosztów osobowych jest równoważnikiem pełnoetatowego zatrudnienia 7 osób. Prace naprawcze i serwisowe zakładu zlecane na zewnątrz dają podstawę do egzystencji kolejnej 1 osobie.
Zsumowanie wszystkich miejsc pracy związanych z produkcja tego zakładu daje nam 35 pełnoetatowych stanowisk. Obecne szacunki wykorzystania krajowej biomasy pochodzenia rolnego w roku 2015 określają jej wielkość na poziomie 1 500 000 ton. Proste wyliczenie pokazuje, że w wyniku tej produkcji utrzymanie znajduje ok. 6 500 ludzi.
Zestawienie to dla biomasy pochodzenia leśnego ma się następująco: Biomasa leśna w formie zrębki ma średnio w tonie ok. 8,5-9 GJ. Więc żeby wyprodukować 1MWh ee potrzeba  spalić ok. 1,15 tony zrębki. Dla 1GWh trzeba proporcjonalnie spalić 1150 ton zrębki . Żeby wyprodukować własnym staraniem tą ilość zrębki miesięcznie należy zatrudnić 8 osób. Pozostałe koszty przedstawiają się podobnie jak przy pellecie. Analogicznie więc zakład dostarczający biomasę dla wyprodukowania 1 GWh miesięcznie daje utrzymanie dla 16 osób. Obecne szacunki wykorzystania krajowej biomasy leśnej w roku 2015 określaja jej wielkość na poziomie 800 000 ton.

3.       Jakiego rzędu straty społeczne mogłoby przynieść wycofanie się lub ograniczenie spalania/współspalania biomasy? (jakie zakłady do zamknięcia, kto nie zarobi, kto może się łatwo przebranżowić, a kto nie)?

Myślę, że powyższe wyjaśnienie zagadnienia dało częściowo odpowiedź na to pytanie. Generalnie tracimy wszyscy jako społeczeństwo. Pozostaje jednak kwestia różnego zaadresowania różnych rodzajów biomasy do różnych instalacji. Tak więc biomasa pochodzenia rolnego adresowana jest do jednostek współspalających natomiast biomasa leśna dla jednostek dedykowanych. Ze względu na lokalizację zakłady produkujące biomasę pochodzenia rolnego zwykle usytuowane są w terenach typowo rolnych gdzie dostępność zamiennego surowca drzewnego jest zwykle znikoma i uniemożliwia konwersję zakładu na produkcje biomasy leśnej. Podejście Ustawy do samego współspalania z ograniczeniem wsparcia do 0,5 ZC/1MWh spowoduje praktycznie jego wygaszenie ( chyba, że koncerny w obawie przed wzrostem cen ZC wynikiem zaprzestania współspalania zdecydują się na podtrzymanie procesu celem utrzymania nawisu i nie dopuszczeniu do podwyżki cen ZC). W sytuacji realizacji tego scenariusza sądzę, że pozostała część rynku pozwoli na utrzymanie się 30 – 40 % firm przy założeniu, że całości rynku nie przejmie import. Reasumując najtrudniejsza sytuacja jest przed zakładami produkującymi biomasę rolną. Nie mają one w zasadzie alternatywnego rynku zbytu a redukcja zapotrzebowania na paliwo do współspalania podobnie jak konkurencja z biomasą importowaną, która na dzień dzisiejszy stanowi ok 50 % wolumenu biomasy pochodzenia rolnego będzie najostrzejsza. W wyniku takiego obrotu spraw swoje źródło utrzymania straci ok 3 000 ludzi i to w rejonach typowo rolnych o najniższym stopniu uprzemysłowienia, gdzie o pracę najtrudniej. Do rolnictwa nie trafi ok 1 150 000 zł.

4.       Czy sektor biomasy mógłby się stać realną alternatywą dla nierentownego górnictwa?

Rozpatrywanie sektora biomasy jako alternatywy dla rentownego czy nierentownego górnictwa jest nieporozumieniem. Wykorzystywanie biomasy jako odnawialnego źródła energii jest organicznie związane ze spalaniem węgla i oba te paliwa są w kontekście OZE wzajemnie od siebie zależne. Wiele razy słyszałem głosy górników wieszających stada psów na „biomasowcach" jako tych, którzy spowodowali zmagazynowanie tych niespalonych w elektrowniach milionów ton węgla. Rozumienie to jest typowym kukułczym jajem podrzuconym przez inne konkurencyjne technologie OZE. Oczywiście „do pieca" sypie się pewną ilość biomasy w miejsce węgla ale jeśli chcemy OZE to nie ma innej rady. We współspalaniu prostym redukujemy do 10 % a współspalaniu dedykowanym ok. 20 % masy spalanego węgla, ale inne technologie redukują go w 100 %.
Jeśli patrzymy poważnie na nasz obowiązek udziału OZE w kontekście roku 2020 to czas najwyższy zrozumieć prawdziwy wpływ współspalania na konsumpcje węgla przez zawodową energetykę. Zastąpienie zaś paliwa węglowego biomasą a jednostki opalane węglem jednostkami dedykowanymi jest po prostu niemożliwe ze względu na dostępność tego rodzaju paliwa i sens ekonomiczny przedsięwzięcia. Jednostki dedykowane stanowią i stanowić będą jedynie drobna część produkcji energii z OZE.

5.       Jakie znaczenie ma biomasa jeśli chodzi o innowacyjność gospodarki?

Dotykamy bardzo istotnego i trudnego tematu. Na przestrzeni wielu lat, gdy współspalanie biomasy z węglem tak burzliwie się rozwijało i konsumowało olbrzymie ilości środków z systemu wsparcia praktycznie nie stawiano energetyce żadnych wymagań. Mam wrażenie, że wszyscy byli zadowoleni i kasa w ogromnej części przepływała z jednej kieszeni do drugiej ale płaszcz był ciągle w państwowym posiadaniu. Zmarnowano wiele czasu, a co zrobiono z olbrzymimi pieniędzmi tego nie wiem. Uważam, że technologia współspalania posiada bardzo duży potencjał, częściowo pokazany w dedykowanych instalacjach spalania wielopaliwowego. Jest to dopiero początek technologicznej drogi, która może dowieść nas do naprawdę innowacyjnych rozwiązań. Na dzień dzisiejszy innowacyjność biomasy dla gospodarki przejawia się głównie w innowacyjnych rozwiązaniach stosowanych podczas procesu przygotowania biomasy dla energetyki ale potencjał ten jest mocno zagrożony. Niemałym osiągnięciem jest również nasz największy blok biomasowy, który wg ostatnich informacji osiąga sprawność na poziomie 40 % i wyżej. Mam nadzieję, że światli ludzie nie pozwolą wylać dziecka z kąpielą i innowacyjność w tym temacie dopiero się rozwinie.

Biomasa w gospodarce

Gospodarka, polityka, OZE, ekologia, zielone certyfikaty, system wsparcia . O co w tym wszystkim chodzi? Wokół czego to się kręci – wolne wnioski byłego już producenta biomasy dla zawodowej energetyki.


Na przestrzeni lat 2004 - 2012 postępował bardzo dynamiczny rozwój branży. Program pomocy publicznej krajowy i unijny nastawiony został na wspieranie rozwoju zakładów przetwarzających pozostałości rolne i leśne na paliwa biomasowe stałe – biomasę. Polityka spółek zależnych, zajmujących się kontraktowaniem i zakupami biomasy dla energetyki zawodowej prowadzona była w kierunku długoletniego zabezpieczenia paliw biomasowych wg założonego progresu wzrostu. Kontraktowano bieżącą i przyszłą produkcje w celu zapewnienia wystarczającej ilości paliwa dla elektrowni. W szczytowym okresie energetyka w procesie współspalania wyprodukowała prawie 7 TWh energii elektrycznej. Przyszedł rok 2013 i okazało się, że ..... No właśnie co się tak właściwie okazało.
Nam, przedsiębiorcom, którzy w pogoni za pokryciem zapotrzebowania na biomasę na bieżąco inwestowali wszelkie środki w rozwój zakładów, którzy stworzyli bardzo prężna branże zatrudniającą wiele tysięcy ludzi powiedziano, że niestety system się zawalił, jest ogromna nadpodaż zielonych certyfikatów i wynikająca z tej nadpodaży ich cena na giełdzie energii jest zbyt niska i nie pokrywa w wystarczającym stopniu apetytu energetyki na dofinansowanie zielonej produkcji.
Tak, to prawda, można to było zaobserwować na TGE – ceny spadły z poziomu 260 zł do okolic 110 zł za certyfikat czyli za wyprodukowanie 1 MWh zielonej energii. Za zaistniały stan rzeczy bardzo szybko znaleziono winnego – współspalanie. Oczywiście ta technologia od samego początku OZE wiodła prym wśród wszystkich źródeł. Szok, tylko czy aby na pewno, czy nikt tego nie kontrolował, nie miał świadomości struktury rynku i czy efekt ten czasem nie był zaplanowanym i zrealizowanym działaniem ???
Skąd te wątpliwości ?
Nasuwa się kilka pytań:
1. Kto dysponował największym wpływem na rynek certyfikatów czyli na system wsparcia?
2. Kto miał bieżącą wiedzę i świadomość sytuacji na zielonym rynku?
3. Jaka była w tym wszystkim rola „ opłaty zastępczej"?
3. Kto najwięcej stracił na spadku cen certyfikatów?
4. Kto najwięcej zyskał na spadku cen certyfikatów?
W mojej chłopskiej głowie staram się znaleźć odpowiedzi na powyższe pytania i brzmią one następująco:
Ad 1. Największy wpływ na rynek certyfikatów mieli najwięksi wytwórcy zielonej energii w wiodącej technologii współspalania – państwowe koncerny PGE, Enea, Tauron i Energa. Koncerny te dostarczały znakomita większość wolumenu zielonych certyfikatów.
Ad 2. Prawa majątkowe ( zielone certyfikaty) wydaje Urząd Regulacji Energetyki. Pracownicy tego urzędu maja pełną wiedzę o ilościach niezbędnych do realizacji zobowiązania, ilościach wydanych i do wydania. Myślę, że ta wiedza nieobca była również pracownikom ministerstwa gospodarki, w którym to mieścił się departament energetyki. Te dwie instytucje musiały doskonale zdawać sobie sprawę z sytuacji i kwestia załamania cen nie mogła być dla nich zaskoczeniem.
Ad 3. Rola opłaty zastępczej jest moim zdaniem w tej sprawie zasadnicza choć mam wrażenie, że skrzętnie skrywana. Opłata ta jest instrumentem powstałym wraz z wprowadzeniem systemu jako bezpiecznik pozwalający wyegzekwować zieloną produkcje i umarzanie certyfikatów na właściwym poziomie pod rygorem konieczności uiszczenia opłaty zastępczej o odpowiednio wyższej cenie od wolnorynkowej ceny certyfikatu. W sytuacji początkowego okresu funkcjonowania systemu narzędzie niezbędne dla właściwego jego działania. W sytuacji zbyt niskiej podaży zielonych certyfikatów czyli jeszcze małej produkcji energii z OZE firmy dokonujące obrotu energią mogły tą opłatę wnieść do kasy NFOŚiGW zamiast umarzać niedostępne na rynku certyfikaty. Przekazanie certyfikatów opiewających na odpowiednią ilość procentową ogólnej produkcji energii elektrycznej brutto do umorzenia lub wniesienie w tej samej ilości opłaty zastępczej było ( i jest nadal) warunkiem obrotu energią elektryczną. Rzeczą naturalną było wnoszenie tej opłaty wtedy, gdy rynek certyfikatów był ubogi ale dlaczego opłata ta wnoszona była również w okresie gdy certyfikatów było nawet w nadmiarze? I tu rodzą się kolejne pytania. Kto i dlaczego podejmował takie decyzje aby certyfikaty lądowały w szufladach a na ich miejsce dokonywać opłaty zastępczej? Po co magazynowane prawa majątkowe?
Ad 4. Największymi przegranymi tego kryzysu stali się wszyscy ci, którzy zaufali polskiemu rządowi i będąc niezależnymi przedsiębiorcami zainwestowali w OZE w oparciu o funkcjonujące zasady wsparcia. Nie ma tutaj sensu rozdzielać na poszczególne technologię. W mniejszym lub większym stopniu dotknęło to wszystkich niezależnych inwestorów, którzy ufnie wstąpili na grunt energetyki. Dlaczego powtarzam tu określenie „niezależni" ponieważ oni czerpali dochód ze sprzedaży energii elektrycznej oraz dodatkowo ze sprzedaży praw majątkowych w postaci zielonych certyfikatów a produkcja zielonej energii stanowiła 100 % udziału co w zaistniałej sytuacji zmniejszyło przychód z tej produkcji o ok 50 % . W naszych największych koncernach sprawa ma się zupełnie inaczej.
Ad 5. Największymi wygranymi są .... nasze koncerny energetyczne. Im to udało się zakupić w bardzo „rozsądnej" cenie inwestycje OZE od tych co nie mieli już sił na dalsze funkcjonowanie lub mieli wiedze o tym co się święci. Oni to mogli wreszcie pokrywać swoje zapotrzebowanie na zielone certyfikaty po bardzo „atrakcyjnych" cenach. Dodam, że do rachunków czyli podstawy dopłaty za OZE naszemu Kowalskiemu doliczano procent wyliczony od wartość opłaty zastępczej a nie aktualnej ceny certyfikatu. Nasi głównie gracze również produkują energie z odnawialnych źródeł ale udział tej produkcji pokrywa w małym stopniu zapotrzebowanie dla obrotu. Pełna struktura pionowa pozwalała na dowolne manewrowanie i finansowy miszmasz wewnątrz koncernu pomiędzy wytwarzaniem, obrotem i dystrybucją. Tu również zdaje się widać wreszcie sens wnoszenia niby nieuzasadnionej opłaty zastępczej w takich ilościach i wtedy gdy była nieograniczona dostępność certyfikatów na rynku. Gra ta i tak nie przynosiła strat a jedynie nieco zmniejszała zyski ale ... teraz wreszcie można zacząć odcinać kupony. Koszty dostępności do rynku, czyli cena za konieczność umorzenia odpowiedniej ilości zielonych certyfikatów spadła o 50 % i to jest dopiero coś. Pewne działania rządu mające na celu kontrakcje na katastrofalny spadek cen praw majątkowych były zaraz wygaszane lub wręcz nie startowały. Nasi główni energetycy na pewno nie pozwolą aby ceny zielonych certyfikatów wróciły do dawnych stanów.
A gdzie w tym wszystkim biomasa?
Jak wspomniałem na wstępie staliśmy się zakładnikiem energetyki zawodowej wraz ze swoją mocno rozwiniętą produkcja paliw biomasowych stałych. Dodam jeszcze, że były minister gospodarki wprowadził rozporządzeniem obowiązek spalania biomasy pochodzenia rolnego zupełnie wyjątkowo na tle Europy. Może nie jak grzyby po deszcze ale motywowane programami pomocowymi i funduszami wszelakiego pochodzenia oraz zwyczajnym rachunkiem ekonomicznym powstawały peleciarnie i brykieciarnie. Inwestowane były środki publiczne, kapitały rodzinne, fundusze kredytowe i inne. Rozwinęło się kilkadziesiąt zakładów aż przyszedł rok 2013 i nagle okazało się, że długoterminowe umowy zawierane z energetyką nagle przestają obowiązywać ze względu na „ siłę wyższą" czyli brak zasadności ekonomicznej dalszego prowadzenia przedsięwzięcia. Większość z producentów otrzymała propozycje „nie do odrzucenia" polegającą na podpisaniu zrzeczenia się dochodzenia odszkodowań w zamian za pozostanie w gronie potencjalnych przyszłych dostawców. Protesty w ministerstwach, u premiera, w sejmie nie dały żadnego efektu - spółki energetyczne to spółki prawa handlowego i za ich działania odpowiadają zarządy a że głównym udziałowcem jest tu skarb państwa to ........ Poklepano nas po plecach poudawano współczucie i wyproszono.
Niestety to nie był koniec naszego problemu. Teraz dopiero nastąpiły kolejne odsłony. Znaczne ograniczenie rynku popytowego ukazało prawdziwą strukturę podaży. Okazało się, że bardzo znaczna część popytu pokrywana była importem biomasy. W sytuacji dużej produkcji i pogoni podaży za popytem nikt nie zwracał uwagi na uzupełniającą rolę importu, a ten ze względu na wyjątkowo korzystne warunki rozwijał się w tempie logarytmicznym. Kto odgrywał główną role w tym imporcie można było niedawno dowiedzieć się z telewizji choć pewnie jeszcze coś o tym będzie słychać. Nagle import ten dość mocno osadzony politycznie i ekonomicznie zaczął odgrywać dominującą rolę na rynku w coraz wyraźniejszy sposób spychając krajowa biomasę na pobocze. Konkurencja cenowa z odpadami zwożonymi z różnych części świata postawiła naszą biomasę opartą o słomę i inne pozostałości rolne na przegranej pozycji.
Sytuacja „wypracowana" przez koncerny energetyczne poprzez wytworzenie ogromnego nawisu zielonych certyfikatów oraz obowiązek rozliczania dotyczący obrotu pozwalał spółkom wytwarzającym energię odnawialną na bardzo nonszalanckie – „przecież my wcale nie musimy produkować zielonej energii" . Sytuacja ta postawiła wytwórców biomasy w sytuacji pod ścianą zdanych na łaskę i niełaskę energetyki. Mnożenie spółek zależnych w koncernach pozwoliło na zagmatwanie sytuacji i stworzenie wrażenia istotności rachunku ekonomicznego w wytwarzaniu zielonej energii. Faszeruje się nas bez przerwy informacjami o stratach w spółkach wytwarzania energii odnawialnej i bezsensowności ekonomicznej zielonej produkcji. Dochód ze sprzedaży praw majątkowych uzyskanych za zieloną produkcję nie rekompensuje jej podwyższonych kosztów. Cóż musimy wierzyć, że tak jest, choć prawda jest zupełnie inna i wyłania się dopiero wtedy gdy zaczniemy ten biznes rozliczać na poziomie koncernu.
Sytuacja ta pozwala energetyce na obniżanie cen poniżej wszelkich możliwych progów zasadności naszej produkcji biomasy. Zakupiony i zmagazynowany surowiec w czasie żniw teraz przedstawia sobą taka wartość jaka zaproponuje energetyka. Pozostaje nam albo coś z tej słomy zrobić albo podpalić ......... Energetyka nie ma żadnych skrupułów. Dokonuje kolejnych cięć mając świadomość, że aby sprostać wymaganiom wielu decyduje się na nieuczciwe praktyki. Powstają całe drabiny pośredników wśród których gdzieś gubi się VAT, zdarzają się coraz częściej przypadki nie opłacenia należności odebranych lub nawet zawiezionych na konto pośredników dostaw pelletu, zdarzają się sytuacje wwożenia „na odpowiedniej zmianie" do elektrowni czegoś przykrytego jedynie biomasą....
I jakie można mieć teraz wnioski na ten temat? ............
To jedna strona medalu ale rozważmy ten aspekt nie od strony tych, którzy zostali wystawieni do wiatru , ale od strony ekonomicznej i finansowej dla naszej gospodarki.
Mam świadomość, że proces współspalania dla wielu kontrowersyjny i niemodny wymaga dość istotnej weryfikacji. Technologię tą skazano na niebyt jednym posunięciem redukującym poniżej progu opłacalności współczynnik wsparcia. Nie zrobiono w zasadzie nic aby z tej technologii uczynić polską specjalność. Nie wiem, czy można mówić o bardziej sprzyjającej OZE od współspalania dla polskiej energetyki. Wystarczyło wyznaczyć ścieżkę rozwoju, nakreślić wymagania i rozwijać w taki sposób aby zminimalizować niekorzystne oddziaływanie procesu na środowisko.
W szczytowym okresie rozwoju technologii jak wcześniej wspominałem we współspalaniu wyprodukowano prawie 7 TWh energii elektrycznej. W procesie tym wg zapisów rozporządzenia spalano 80% biomasy pochodzenia rolnego. Możemy więc przyjąć, że ok 5,6 TWh energii elektrycznej w naszym kraju wyprodukowano z biomasy rolnej. Jaka część tej energii wyprodukowano z krajowej biomasy a jaka z importowanej trudno będzie ustalić ale bezpiecznie można przyjąć produkcje w 70 % z biomasy krajowej. Niestety w wyniku obecnego kryzysu proporcje te uległy odwróceniu.
Według uproszczonego założenia, że do wyprodukowania 1 MWh ee potrzeba ok 10 GJ energii chemicznej zmagazynowanej w biomasie wychodzi, że aby wyprodukować 1 MWh ee potrzeba spalić ok 0,7 MG biomasy pochodzenia rolnego ( pellet ze słomy). Dla ułatwienia obliczeń przyjmijmy bilans dla 1 GWh czyli jednostki 1000 większej niż 1 MWh ee. Dla wyprodukowania 1 GWh energii elektrycznej ( ee) potrzeba więc 700 ton biomasy pochodzenia rolnego w formie pelletu. Ilość ta odpowiada w przybliżeniu wartości miesięcznej produkcji średniego zakładu – peleciarni rolnej. Przekładając to na działalność roczna mamy: peleciarnia taka zatrudnia przy produkcji 12 osób na pełnych etatach. Ażeby wyprodukować 12 x 700 ton pelletu należy skupić ok 9000 ton zbelowanej słomy. Ilość ta dostępna jest z areału ok 3 – 4 tyś. ha obsiewów zbożowych. Są to okolice najbliższe zakładowi w promieniu kilkunastu kilometrów. Za 9000 ton słomy trafia do rolników 9000 x 100 zł/tona 900 000 zł. Jest to „dopłata ok 225 zł/ha do produkcji rolnej dla lokalnego rolnictwa. Dalej przy założeniu, że połowę kwoty zakupu surowców stanowią koszty osobowe te 900 000 zł jest równoważnikiem zatrudnienia na pełnym etacie dla 15 osób. Kolejnym ogniwem w produkcji jest dowóz surowca do zakładu oraz wywóz produktu do jednostki wytwarzającej ee. Przeciętne koszty transportu dowozu i wywozu to 50 zł/tona pelletu. Mnożąc 50 x 4800 = 420 000 zł co jest przy tym samym założeniu kosztów osobowych równoważnikiem pełnoetatowego zatrudnienia 7 osób. Prace naprawcze i serwisowe zakładu zlecane na zewnątrz dają podstawę do egzystencji kolejnej 1 osobie.
Zsumowanie wszystkich miejsc pracy bezpośrednio związanych z produkcja tego zakładu daje nam 35 pełnoetatowych stanowisk pracy.
8400 ton pelletu pochodzenia rolnego krajowej produkcji rocznie = 35 miejsca pracy
8400 ton pelletu pochodzenia rolnego z krajowej produkcji pozwala na wytworzenia ok 12 GWh zielonej energii.
Mając to wszystko na uwadze możemy dokonywać kolejnych bilansów jaki wpływ na naszą gospodarkę ma niefrasobliwe eliminowanie spalania polskiej biomasy przez jej import.
Każdy statek biomasy typu PKS wpływający z Indonezji, kongo, Czadu czy innych zamorskich lokalizacji pomijając już zasadę zrównoważonego rozwoju, ekologii a nawet zdrowego rozsądku wraz ze swoimi 20 000 ton biomasy zabiera możliwość zatrudnienia i utrzymania się 84 osobom. Ile takich statków wpływa rocznie tego dokładnie nie wiem ale jest ich niemało.
Każdy 1000 ton wwiezionego pelletu z łuski słonecznika z Ukrainy, Białorusi czy Rosji zabiera możliwość zatrudnienia i utrzymania 4 osobom. Ilości wwożonego pelletu ze słonecznika liczone są w setkach tysięcy ton.
Taki to w pewnym uproszczeniu ma wpływ import biomasy na naszą krajową gospodarkę pod względem miejsc pracy.

Kolejnym elementem analizy są przepływy finansowe związane z systemem wsparcia.
Pójdźmy dalej skalą 1 GWh. Dotychczasowy system wsparcia gwarantował 1000 zielonych certyfikatów dla każdej GWh zielonej energii. Jest to kwota zależna od wartości tych praw majątkowych na Towarowej Giełdzie Energii ( TGE ). Przyjmijmy wartość uśrednioną z ostatnich kilkunastu miesięcy na poziomie 140 zł/certyfikat czyli 1 MWh zielonej produkcji. Daje nam to dla 1 GWh kwotę wsparcia na poziomie 140 000 zł.
20 000 ton biomasy w formie PKS z jakiejś części świata powoduje wypłynięcie nie wiadomo gdzie w przybliżonym rozrachunku podobnie jak dla słomy kwoty wsparcia dla produkcji 2,86 GWh zielonej energii czyli 4 004 000 zł z naszych składkowych pieniędzy. Kwota ta dotyczy jednego transportu na jednym statku. Jak zaznaczyłem wcześniej statków tych wpływa do naszych portów niemało.
Analizując 1000 ton zaimportowanego pelletu z łuski słonecznika w przybliżeniu pozwalamy na eksport naszych pieniędzy w kwocie 200 200 zł. Import ten odbywa się w skali setek tysięcy ton.
Pieniądze te albo w ogóle nie biorą wtórnego udziału w krajowym obrocie gospodarczym albo udział ten jest znikomy. Generalnie tracimy je z naszego krajowego gospodarczego krwiobiegu.
Podsumowanie wpływu importu biomasy jawi się nam jednoznacznie z bardzo istotnymi i wymiernymi stratami dla naszej krajowej gospodarki i argumenty, że ta importowana biomasa jest czasami o kilka procent tańsza w ustach państwowych koncernów jest absurdem. Trudno nam sobie wyobrazić tak wysoki stopień krótkowzroczności tych, którzy o strukturze zakupów decydują.
Na sam koniec chciałbym poruszyć jedną z najistotniejszych kwestii leżących u podstaw OZE i całej polityki ekologicznej. Biomasa ze swej natury powstaje w procesach fotosyntezy i ulega rozkładowi wracając do ekosystemu. W procesie produkcji rolnej powstaje w naszym kraju kilka milionów ton biomasy w formie pozostałości po produkcji rolnej. Sporą część tej biomasy można przerobić na paliwa biomasowe stałe i poddać zamianie energii wiązań chemicznych stworzonych w fotosyntezie na energię elektryczną. Nie wykorzystując tego potencjału pozwalamy tej biomasie dokonać domknięcia obiegu poprzez swobodne wyemitowanie CO2 i CH4 w bezproduktywnych procesach gnicia. Na szczęście proceder wypalania słomy na polach jest w zaniku . Wniosek jest taki, że albo przetworzymy tą biomasę i wykorzystamy ją w energetyce albo ta sama ilość CO2 trafi do atmosfery bezproduktywnie.
Jest już co prawda nowa ustawa o odnawialnych źródłach energii, ale po pierwsze, stare zasady jeszcze czas jakiś będą równolegle funkcjonować, a po drugie wcale nie jestem pewien, czy nowy system cokolwiek zmieni, jeśli w ogóle zadziała. Zapisy w niej zawarte często wzajemnie się wykluczają lub prowadzą do sprzecznych wniosków. Stopień skomplikowania i odwołań nawet prawników przyprawia o ból głowy. Duża część założeń przyświecających procedowaniu ustawy jest błędna lub wypracowana nieproporcjonalnym oddziaływaniem pewnych branż, które to niestety znajdują się w rękach zagranicznych kapitałów. Opisując tą ustawę jednym zdaniem, jest to produkt powstały na poczekaniu, w pośpiechu i nadaje się do ........
Musimy poza tym mieć świadomość, że rozliczając nasze unijne zobowiązania co do ilości energii z OZE zielone certyfikaty będziemy mogli wsadzić sobie w buty. KE będzie żądała konkretnej ilości energii a nie certyfikatów dawno skonsumowanych opłata zastępczą. Nie wiem dokąd ta sytuacja nas zaprowadzi. Zobowiązania roku 2020 bez biomasy na odpowiednim poziomie są raczej nie do zrealizowania. Nie wiem co dalej...

Prezes IEO o energetyce prosumenckiej

 Wywiad z Grzegorzem Wiśniewskim, prezesem Instytutu Energetyki Odnawialnej.

Register to read more...

Wywiad przedstawiciela Stowarzyszenia PPB

Nie chcemy złego i prymitywnego współspalania. Nam potrzeba sensownego partnera, który spożytkuje  naszą produkcję – mówi w wywiadzie dla Gramwzielone.pl Dariusz Zych ze Stowarzyszenia Producentów Polska Biomasa.

Register to read more...

Jakich technologii OZE potrzebuje Polska?

Po dyskusji nad ustawą‭ ‬o OZE pozostał ogromny niedosyt.‭ ‬Brakuje‭ ‬rozwiązań,‭ ‬która‭ ‬wiążą odnawialne źródła‭ ‬energii z potrzebami całej gospodarki‭, ‬a przede wszystkim‭ ‬– ochrony‭ ‬środowiska.

Register to read more...

Sposoby wykorzystania biomasy

Aby z biomasy pozyskać energię użyteczną należy przeprowadzić jej konwersję. Najpowszechniejsza jest konwersja termochemiczna, polegająca na...

Register to read more...

Biouprawy

Biouprawy to uprawy określonych roślin zwanych energetycznymi w celu późniejszego ich wykorzystania do produkcji energii lub nośników energii. Mimo licznych ograniczeń i zagrożeń biouprawy na cele energetyczne mają w Polsce największy potencjał spośród źródeł biomasy.

Register to read more...

Zasoby biomasy w Polsce

Potencjał ekonomiczny zasobów energii biomasy w Polsce jest czteroipółkrotnie mniejszy od całkowitego zapotrzebowania na energię w Polsce.

Register to read more...

Co to jest pellet lub brykiet?

Pellet lub brykiet jest jedną z form biomasy w postaci skompaktowanego materiału...

Register to read more...

Biomasa to...

Biomasa to najstarsze źródło ciepła używane przez człowieka.  Przez wiele lat zapomniane i niedoceniane obecnie przechodzi renesans.

Register to read more...