Aukcja OZE już jesienią

„Wyszło jak wyszło” – mówi o ustawie o OZE prezes URE Maciej Bando. Oczekuje, że jej nowelizacja zostanie uchwalona jeszcze w tym roku. Jest zwolennikiem zmiany zasad rozliczania prosumentów i nie protestowałby przeciw obniżeniu zapewnionej im stawki.

 

Urząd Regulacji Energetyki jeszcze w tym roku chciałby mieć przygotowany system obsługi akcji, w wyniku których od przyszłego roku przyznawane ma być wsparcie dla nowych odnawialnych źródeł energii elektrycznej (OZE). – Bardzo chciałbym, żeby jesienią ruszyły aukcje testowe – mówi szef URE.

 

Rusza przetarg na obsługę aukcji

 

Na razie urząd szykuje specyfikację istotnych warunków zamówienia do przetargu na doradztwo przy przetargu na dostawcę internetowej platformy aukcyjnej OZE. Przetarg powinien ruszyć w maju. Z naszych informacji wynika, że urząd ma już listę podmiotów, które mogłyby przygotować i obsługiwać taką platformę.

 

Maciej Bando deklaruje, że chciałby, żeby przetargi ruszyły wcześniej, ale nie da się szybko dograć wszystkich szczegółów procesu, jeśli mają być spełnione wszystkie zapisy skomplikowanej ustawy. Urząd potrzebuje internetowej platformy aukcyjnej, musi opracować regulamin aukcji i zasady „preklasyfikacji” uczestników. Wiadomo tyle, że wszystkie przygotowania i próby na sucho muszą zakończyć się ogłoszeniem prawdziwej aukcji o wsparcie OZE do końca marca 2016 r.

 

Duże szanse w przetargu ma Towarowa Giełda Energii, która razem ze swoją spółką córką – IRGiT – od lat współpracują z URE przy rozliczaniu systemu kolorowych certyfikatów. Urząd może otrzymać z budżetu na stworzenie i obsługę systemu akcyjnego do blisko 5 mln zł rocznie. To znacznie mniej, niż zakładał projekt ustawy o OZE rok temu (MG chciało wówczas przyznać URE ok. 13 mln zł na start, a później po ponad 7 mln zł rocznie).

 

Czy system aukcji OZE w ogóle wypali?

 

Rozporządzenia wykonawcze do przyjętej niedawno ustawy budzą pytania. Mniejsi uczestnicy rynku obawiają się, że licytacje zostaną zdominowane przez największych inwestorów.

 

 – Do czasu pierwszej aukcji nie oceniam. Z tego co wiem, to właściciele istotnej części rozpoczętych projektów starają się wejść w stary system wsparcia – ucina Maciej Bando.

 

Na przykładzie np. holenderskiego systemu aukcji OZE widać, że ich uczestnicy w walce o wygraną mocno tną oferty cenowe. Później okazuje się, że niektórzy się przelicytowali i ich projektów nie udaje się zrealizować. Zdaniem prezesa URE polska ustawa o OZE nie eliminuje takiego ryzyka.

 

 – Trzeba też doprecyzować sprawy wtórnego obrotu projektami – dodaje Bando.

 

– Mamy pewne obawy, czy aukcje będą realizowane tak, aby Polska była w stanie wypełnić zobowiązania w zakresie udziału energii ze źródeł odnawialnych. Przykłady Łotwy i Węgier, gdzie od przejścia na system aukcji inwestycje w sektorze zamarły, pokazują, że wszystko będzie zależało od woli rządu – ocenia Izabela Kielichowska, dyrektor ds. polityki energetycznej w GE na Europę Środkowo-Wschodnią. Jedna w jej ocenie dobrze zarządzany system może być odpowiednim narzędziem wsparcia OZE.

 

Bardziej sceptyczny jest Jan Rączka z projektu Forum Analiz Energetycznych. – Biorąc pod uwagę doświadczenia URE w przetargach na białe certyfikaty [wspierające efektywność energetyczną – red.] oraz  NFOŚiGW w konkursach na preferencyjne pożyczki dla OZE, pierwsze umowy na projekty wyłonione w aukcjach zostaną podpisane na przełomie2016/2017 roku, a pierwsze inwestycje zostaną zakończone dopiero w roku 2019-20. Aukcje w niewielkim stopniu przyczynią się do wypełnienia celu OZE w ramach obecnie obowiązującego pakietu energetyczno-klimatycznego.

 

– Pojawia się luka inwestycyjna — zielone certyfikaty już nie zachęcają do uruchamiania nowych projektów, a aukcje jeszcze nie są ogłoszone. Jednocześnie spada rentowność współspalanie, mniej zielonej energii jest dostarczane w tej technologii. W efekcie bardzo prawdopodobne jest niewypełnienie celu OZE przez Polskę w roku 2020 – dodaje.

 

Prezes URE poprze nowelizację ustawy o OZE

 

W ocenie prezesa URE nowelizacja ustawy o OZE, która trafiła właśnie do harmonogramu prac rządu, powinna rozwiać także wątpliwości związane ze wsparciem prosumentów.

 

Głównym zastrzeżeniem są koszty. Według analiz URE w mikroźródłach do 2020 r. wytworzone zostanie 1,5 TWh energii, czyli po 300 tys. MWh rocznie. Na opłaty OZE trzeba będzie wobec tego przeznaczyć 165 mln zł rocznie, co już w pierwszym roku obowiązywania systemu podwyższy cenę energii w kraju średnio o 2,5% (o blisko 5% dla przemysłu i 1,6% dla gospodarstw domowych; wyliczenia te trzeba uznać za bardzo przybliżone i uśrednione, bo przecież nie ma perspektyw na 0,3 TWh rocznie prądu ze źródeł prosumenckich w 2016 r.).

 

- Bardzo sceptycznie podchodzę do ceny 750 zł/MWh energii z mikroźródeł, bo mieliśmy wpierać prosumentów, czyli osoby chcące produkować energię na własny użytek, a tymczasem nie opłaca się nic innego, jak tylko sprzedawać całą energię na rynek – ocenia Maciej Bando.

I nie on jeden zaczyna tak podchodzić do sprawy. – Gdyby przepisy z taryfą gwarantowaną w tym kształcie się utrzymały, to sam zainstalowałbym 10 kW paneli fotowoltaicznych, ale nie na własnym domu tylko na działce, na której w ogóle nie zużywam energii. Bardziej opłacałoby mi się produkować tam i wszystko sprzedawać do sieci, niż zaspokajać własne potrzeby energetyczne. Taki przepis wcale nie pomaga rozwijać idei prosumenta – mówi jeden z managerów spółki zajmującej się dystrybucją energii.

Justyna Piszczatowska, Bartłomiej Derski wysokienapiecie.pl